Gdy odprowadzałem Aryannę zobaczyłem znajomą sylwetkę w oddali, która spojrzała na mnie i uciekła.Nagle zobaczyłem, że Aryanna próbuje mnie pocałować.W pierwszym momencie też chciałem ale odwróciłem się.
-Wybacz Aryanna,jesteś wspaniałą samicą,na pewno znajdziesz odpowiedniego samca,ale ja nim raczej nie będę.Ja chyba wciąż kocham Chanel.A ona właśnie tam ucieka!Rozumiesz mnie?
-Tak..leć-odpowiedziała zasmucona ze współczuciem.
Pędziłem jak wiatr a nawet szybciej.Wiatr wiał mi śniegiem, bo była właśnie sroga zima.
Chanel!Chanel! krzyczałem.Nagle zobaczyłem jej ciało leżące pawie zasypane śniegiem.
-Chanel!Słyszysz mnie?
Nie reagowała, ale wciąz oddychała.Zaniosłem ją do jaskini.Sam ledwo nie położyłem się na tym śniegu...Gdy dotarłem do jaskini położyłem ją na posłaniu i przykryłem drugą warstwą.
_________________________RANO__________________________
Popatrzyłem na Chanel.Spała.Miałem nadzieję że się wybudzi.Nagle zaczęła coś jęczeć w stylu
Czy to już raj?
C.d Chanel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz