Siedziałam w mojej jaskini lecząc rany po bitwie.
"Cudem wygraliśmy- pomyślałam.- Mam nadzieję że więcej takich wojen nie będzie. - uśmiechnełam się - Ale takie zwycięstwo powinno się z kimś dzielić... Po wygranej bitwie rzucić się temu komuś na szyję i ucałować." Postanowiłam się rozejrzeć. Chodziłam z jakieś 2 godziny po całym terytorium watahy po drodze mijając kilka wilków. W końcu zatrzymałam się nad Magicznym Jeziorkiem i oglądałam swoje odbicie w wodzie. Nagle w tafli pokazał się ktoś jeszcze. Spojżałam w górę na skały po drugiej stronie jeziora. Na szczycie stał wilk. Nie widziałam go dokładnie bo był za daleko i słońce świeciło mi w oczy. Patrzyłam chwilę na niego a on najwyraźniej patrzył na mnie. Zawył krótko i odszedł. Teraz miałam pewność - on nie należał do Watahy Mrocznego Księżyca. Mógł być szpiegiem Watahy Północy lub innego stada. Ale dlaczego tak długo na mnie patrzył? Rozmyślałam tak w drodze powrotnej. Krótko po tym jak przyszłam do jaskini przyszła do mnie Rain. Pogadałyśmy, trochę poplotkowałyśmy. - Wiesz że Mack jest w ciężkim stanie? - zapytała Rain - Wszyscy o tym wiedzą. - powiedziałam i przekręciłam się na plecy. - Obawiam się że może mu grozić utrata pozycji. No wiesz... Inne wilki bardzo chętnie obaliły by go, a co gorsza zabiły. - Mack nie jest taki bezradny. A pozatym wątpie żeby inni chłopcy chcieli zająć jego miejsce. - Wiesz co dziś widziałam? - zmieniłam temat - Wilka. Przy Magicznym Jeziorku. - Myślisz że mógłby być szpiegiem? - Tak myślałam ale... - Powinnaś to powiedzieć Mackowi. - Dobra. - Muszę już iść. Do zobaczenia. - Pa! - zawołałam kiedy Rain znikneła za rogiem. Miałam zamiar pójść do Macka ale doszłam do wniosku że nie ma takiej potrzeby. Usnełam. C. D. N. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz