Był
wieczór. Błąkałem się po lesie w poszukiwaniu zwierzyny. Weszłem na
tyretorium Watahy Mrocznego Księżyca, ale nie zważałem na to. Byłem
głodny. Usiadłem pod wierzbą. Odsłoniłem gałęzie i zobaczyłem wilczycę.
Przestraszyłem się, ona resztą też. Kiedy się odsząsnołem zacząłem
rozmowę:
- Cześć! - Cześć... ale kim ty właściwie jesteś? - zapytała podejźliwie. - Nazywam się Anakin, mam 2,5 roku, mam Żółte oczy, brązową sierść, jestem synem Saurona i Gai. - powiedziałem stając na baczność. - Nazywam się Anaja, mam rok i 4 miesiące, żółte oczy, białą sierść, jestem córką Taimo i Imali. Zawód - polująca. - Należysz do watahy? - Mrocznego Księżyca. - dokończyła. - Czyli wszyscy w u was są mroczni? - Ta nazwa jest mylna. W ogóle do nas nie pasuje. A ty? - Jestem samotnikiem. Nagle dostrzegłem świerze blizny na jej ciele. - Co to? - zapytałem - Pamiątka po wojnie. - Boli cię? - Czasami. Podeszłem do wierzby, zgrapałem trochę kory, zebrałem żywicę i rozsmarowałem ją po ranach. - Lepiej? - O wiele. - powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Zarumieniłem się i uśmiechnąłem. - Może to trochę za wcześnie [...] - zamilkłem na chwilę - ale czy chciałabyś być moją partnerką? - zapytałem patrząc jej w oczy. Z jej oczy popłyneła jej łza. - Tak! - wykrzykneła i rzuciła mi się na szyję - Odkąd cię zobaczyłam na Jeziorkiem pokochałam cię chociaż cię w ogóle nie widziałam! Chodź, przedstawię cię Mackowi. To nasz alfa. Napewno cię przyjmie. - Samotnika? - Napewno! W drodzę szliśmy koło siebie. Kiedy Mack mnie przyjął poszliśmy do naszej nowej jaskini. - Chciałabyś mieć dzieci? - zapytałem. C. D. N. [Anaja dokończy] |
|
| Opowiadanie napisane razem z Anają |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz