Gdy pożegnaliśmy się z Chanel. Nie mogłem się napatrzeć na maluchy. Były słodkie. Z wrażenia usiadłem.Zapanowała cisza.
-Czak coś się stało?- przerwała ciszę Vastra -Tak…- powiedziałam cicho. Vastra spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. -Nie mogę uwierzyć…. Że jestem tatą. I przytuliłem wszystkie maluchy na raz. -Dobrze wiedzieć że się cieszysz- powiedziała zmęczona. -Oj powinnaś się przespać, zaraz zaparzę ci herbatę. -Dziękuje.-powiedziała uroczo Kiedy wróciłem podałem jej miseczkę. Wypiła. Zaczęliśmy rozmawiać jak ich nazwać itp., nagle zobaczyłem że chłopiec próbuję otworzyć oczy . Podeszłem do niego i zacząłem lizać jego ślepka by było mu łatwiej je otworzyć. Miał czarny wzrok. -Go chyba nazwiemy Black- powiedziałem i zacząłem całować Vastre. Maluch przekrzywił łebek w bok kiedy tak na nas patrzył. -Haha- zaczęliśmy się śmiać. Dziewczynki jeszcze nie spojrzały na świat ale już wiedzieliśmy jak je nazwać -Ta będzie Mey a ta Kim.- powiedziała moja żona. -Och nie mogę się doczekać jutro. Kiedy będę im wszystko tłumaczył, pokazywał ,mówił jak używać mocy i być dobrym. -Nie rozpędzaj się tak dopiero co przyszły na świat a ty już planujesz i m życie.-skarciła mnie. -Sorki-powiedziałem zarówno do niej jak i do dzieci. Nagle Black złapał mnie za ucho i zaczął warczeć. -O już chcesz się bić mały?! -Podaj mi je bliżej. Pewnie są głodni muszę ich nakarmić. Przez cały następny czas myślałem tylko „Jestem ojcem”. A uśmiech nie schodził mi z pyszczka |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz