Siedziałam
cicho w krzakach. Obserwowałam małego zajączka skubiącego koniczynę.
Sprężyłam się, z pyska kapneła mi ślina. Nagle wyskoczyłam i pomknełam
za zdobyczą. Moje pazury pozostawiły głębokie ślady w ściółce leśnej.
Ganiałam go tak przez jakąś minutę aż zapędziłam go pod skałę. Jego
serduszko zaczeło bić jak zegarek. Powoli zbliżałam się do niego z
otwartą paszczą. Lecz nagle zamknełam ją i uśmiechnełam się do
zwierzątka.
- Cześć Krzysiek! Jak jak tam mama? Zdrowa? - zapytałam. - Zdrowa. A jak u ciebie? - zapytał zajączek. - Dobrze, wybieram się właśnie do Macka. Chcę mu zrobić kawał. - Powinnaś sobie znaleść chłopaka a nie robić kawały Mackowi. - Tak myślisz? Potrząsną głową. - Uciekaj już. - powiedziałam i odepchnełam go lekko łapą. Odwróciłam się i poszłam w stronę nory Macka. Nagle usłyszałam wycie z obcej watahy <te które wcześniej słyszał Mack>. Pobiegłam szybko w stronę jego nory. Wskoczyłam do środka. - Mack! - Co się stało?! - Wataha! To chyba zaczyna się walka o tereny! - Słyszałem je. Najwyraźniej masz racje. - Vastra jest szpiegiem niech wybada kto to. A właściwie co to za wataha? C. D. N. (Mack dokończ) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz