wtorek, 13 listopada 2012

Od Burauni

Jeszcze wczoraj szybowałam nad lasem bez celu, a dzisiaj należę do nowej watahy. Naprawdę się cieszyłam. Rozglądałam się właśnie za jaskinią, gdy ukazał mi się duch wilka. „Tylko nie teraz” pomyślałam. Jednak duch nic nie powiedział, tylko machnął łapą na znak, że mam pójść za nim. Odwrócił się, a ja poszłam jego śladem. Zaprowadził mnie do jednej z pustych jaskiń, spojrzał na mnie, kiwnął głową i zniknął. Weszłam do jaskini. Była śliczna! Może nie były to nie wiadomo jakie luksusy, ale mi do szczęścia niewiele potrzeba. Przy tylnej ścianie ze skał wypływał mały strumyczek, który znikał w niewielkiej dziurze w podłodze. Ściany były równe i pokryte drobnymi bladoniebieskimi kryształkami. Zadowolona zaczęłam znosić mięciutki mech na posłanie (mimo że wiele wilków zachwala sobie koce i materiał, dla mnie największym luksusem jest delikatny mech.) i ułożyłam go tuż koło strumyka. Po wszystkim położyłam się spać. Postanowiłam, że następnego dnia spróbuję kogoś poznać.
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz